DSC_8118a_1200x515

Mam całkiem epicki tyłek

Jest sobota, dziś w klubie będzie bang!

Leniwy dzień spędzam na wbijaniu kolejnych poziomów doświadczenia w Call of Duty: Ghosts (nazwa przecież zobowiązuje). Kiedyś się człowiek musi zrelaksować, a sobota, po intensywnym piąteczku nadaje się do tego idealnie. Kto by się spodziewał, że po wybiciu ponad dwustu obcych w trybie Extinction przyjdzie mi uczestniczyć w tak niecodziennym tweetupie. Niecodziennym z kilku powodów. Po pierwsze – tweetupy weekendowe w Warszawie to rzadkość (ale to się z pewnością zmieni), po drugie – dzięki temu, że był weekendowy, przyjechali goście z innych miast. Po trzecie z kolei, zupełnie spontanicznie okazało się, że mamy chęć potańczyć na scenie i zgadnijcie co? To się wydarzyło.

Scena = szaleństwo

Już drugi raz wspominam o tym co się dzieje na parkiecie kiedy Duch jest na imprezie. Dzieją się rzeczy piękne, dziwne i przede wszystkim szalone. Synchroniczny taniec do YMCA, randompląs przy „cieciecierecie”, aż wreszcie pływanie wirtualnym statkiem po oceanie desek, zakończone symbolicznym pieprznięciem w górę lodową. Pisząc te słowa trudno mi uwierzyć w to co się działo w sobotę. A było jeszcze lepiej…

 Szaleństwo = ciepło

Było ciepło. Było gorąco. Do tego stopnia, że trzeba było gasić co poniektórych zimną wodą. Wreszcie dochodzimy do meritum – nie wiem czy wiecie, ale ciepło, wilgoć i przypadkowe naciśnięcie przycisku odblokowującego ekran telefonu może się skończyć źle. Szczęśliwie w moim przypadku wiem, że mogę zaufać każdej części swojego ciała. Każdej. Nawet tyłkowi, ale po kolei. Impreza była świetna – bawiliśmy się bardzo intensywnie, więc wieczór zakończyłem ok. 0.30 z uśmiechem na twarzy i padłem wycieńczony na łóżko.

Następnego dnia…

Obudziłem się koło 11. Zmęczony i spragniony. Jak to po imprezie. WTEM. SMS od Mamy.

Oho, widzę, że trzeba będzie robić dochodzenie. Wchodzę w historię połączeń, bo może Mama nie była jedyną poszkodowaną w sprawie. Nie była. Znalazłem niezidentyfikowane połączenia wychodzące do numeru „Nieznany” (przepraszam), do Dziadka (przeprosiłem, choć szczęśliwie nie obudziłem) i do numeru „0” (nie przepraszam, bo jesteś zerem). Zaśmiałem się wewnętrznie, bo szczęśliwie mój tyłek nie zadzwonił do Lagos i nie wymusił haraczu na jakimś nigeryjskim księciu. Ale to jeszcze nie jest koniec tej historii.IMAG0626-MOTION

Niedziela sączyła się powoli, więc pomyślałem, że wpadnę na Google+. Nie oszukujmy się – nie był to dzień na sprzątanie w Kręgach, przyszedłem tylko popatrzeć. Moją uwagę jednak przyciągnął prawy górny róg – to tam zawsze znajduję zdjęcia automatycznie zapisane z telefonu. Tym razem jednak zaciekawiła mnie animacja, którą przygotował G+. Tajemnicza, dziwna, podejrzana. Jak się okazało – mój tyłek stwierdził, że trzeba jakoś tą imprezę uwiecznić, więc porobił kilka zdjęć. Wujaszek Google rozkminił, że zdjęcia muszą być częścią jakiegoś większego planu i zebrał je w prezentowanego obok gifa. Gdyby nie G+ nie wiedziałbym, że robiłem zdjęcia, więc SZACH MAT niewierni, którzy twierdzą, że G+ się do niczego nie przydaje. Owszem przydaje się – to on pierwszy dostarcza Ci informacje o tym co, gdzie i z kim robiłeś poprzedniego dnia. Okazało się, że to też jeszcze nie było wszystko.

Wisienką na torcie niech będzie fakt, że mój tyłek postanowił sobie z kimś pogadać, co odkryłem kilka godzin później. Odpaliłem Facebook Messengera, bo miałem coś do przekazania, nawet nie pamiętam komu. Wchodzę w listę konwersacji, a tu na samej górze Aleksy. Dziwne, bo ostatnio na Messengerze rozmawialiśmy dobrych kilka miesięcy temu. Przez chwilę jeszcze myślałem, że to może jakiś błąd, bo akurat pokryło to się z problemami technicznymi związanymi z kanonizacją, ale nie. Otworzyłem okienko czatu. A tam przywitał mnie kot.

10173497_272698829571049_1452507264_nZwykły kot jedzący pączusia. Słodziak. Jak się okazało – mój tyłek w jakimś niepohamowanym szale stwierdził, że odpali Messengera, wyszuka Aleksego na liście kontaktów, otworzy okno rozmowy i zamiast wpisać jakieś randomowe bfaslixbsaiwhbxoweybgxcuhybg, albo chociaż wybrać jedno z proponowanych przez SwiftKey słów (mogło to się skończyć np. „Witam serdecznie”) postanowił wejść w listę facebookowych nalepek i wybrać kotka.

Na koniec wypadałoby zostawić Was z jakąś dobrą radą na przyszłość. Okazuje się, że standardowe „na imprezie nie wyjmuj telefonu z kieszeni” nie wystarcza. Trzeba pójść o krok dalej i zostawiać telefon w kurtce, torbie, na recepcji lub w rękach zaufanej osoby. Albo ustawić jakieś hasło na odblokowanie ekranu. Wybór należy do Was. Nie mam nic do dodania.

Mam całkiem epicki tyłek.

Fot. Arlena.

UPDATE!

Piotreg na Twitterze mi przypomniał, że było coś jeszcze! Tyłek zdecydował, że pląsy na scenie to też wysiłek fizyczny, więc uruchomił trening Endomondo.

  • Być może jeszcze w tym roku zostanę słoikiem, więc mam nadzieję, że zabierzesz mnie na taką imprezę :D

  • Trzymaj mnie za słowo! Zabiorę!

  • Żeby ciekawie pisać o tyłku… męskim… Jesteś ZWYCIĘZCĄ!

  • nie mogę przestać się śmiać. epicka historia! :D

  • Duma mnie rozpiera!

  • Bardzo się cieszę! :D

  • Z TAKIM tyłkiem… Nie dziwię Ci się ;)