Twitter_logo_blue_txt

Masz rację, Jason

Początek

Przeczytałem fragment książki „Bloger i social media” Tomka Tomczyka aka Jasona Hunta aka Kominka es aka in aka tv (jak to dobrze, że teraz wszystko już jest w jednym miejscu!), w którym wspomina o Twitterze, serwisie wymienionym między ask.fm (kopalnia gimnazjalnych fejmów – przyp. ja), nk.pl (niesamowite, że udało im się przeżyć dzięki gierkom online – szacun za pivot – przyp. ja) i Snapchatem (już się o nim rozpisywałem nieraz – nie będę się powtarzał – przyp. ja). Pozwolę sobie zacytować dość obszerny fragment tekstu (mam nadzieję, że nadal się załapię na prawo cytatu – jak nie, to Tomku – daj znać, skrócę!), żeby uniknąć niedomówień.

Twitter według Tomka

Rozdział „Co robić z przystawkami?”:

Twitter znalazł się tutaj prowokacyjnie, bo według skali międzynarodowej serwis ten jest potęgą, a w niektórych krajach uważany jest nawet za ważniejszy od Facebooka. U nas jednak radzi sobie słabo, a najsłynniejsze twitty (sic!) pochodzą od polityków i dziennikarzy, często gęsto cytowanych w mediach elektronicznych. Dla przeciętnego blogera Twitter jest tylko newsletterem. Ja sam wprawdzie zaglądam tam codziennie, aby sprawdzić, co za łoś mnie znowu otagował, ale w dyskusje raczej nie wchodzę. Zauważyłem, że niszowi blogerzy, niespełnieni dziennikarze i cała reszta pospólstwa bardzo lubią używać tagów, kiedy Cię krytykują. Jakby myśleli, że interesuje mnie, co mówią. Jakby marzyli, że uraczę ich swoją obecnością. O tym, jak niezbyt wartościowy jest ten serwis, świadczy pośrednio liczba fanów, jaką mają na nim blogerzy. Zawsze jest ona mniejsza niż liczba fanów na Facebooku i coraz częściej mniejsza od liczby fanów na Instagramie. W moim przypadku jest to ponad sześć tysięcy obserwujących, których uzbierałem od… kwietnia 2007 roku. Dla porównania – tylu fanów na FB zbieram w trzy miesiące, a na Instagramie – w pół roku. Wiem, że trochę się narażam twitterowcom, ale piszę o faktach, a jeśli wciąż was nie przekonałem, to mam jeszcze jeden solidny argument.

Właściwie to ma go Przemek Pająk ze Spidersweb.pl, który w lipcu 2014 roku popełnił odzierający ze złudzeń artykuł. Skorzystał z narzędzia do analizy tweetów i sprawdził, ile faktycznie osób czyta wrzucane przez niego treści, ile klika w linki… Nadmienię tu, że Przemek ma blisko 13 tysięcy obserwujących. Robi wrażenie, co? A do ilu dociera?

Średni przekaz z konta dociera do 12 procent odbiorców. To dramatycznie mało. Czy to oznacza, że w moim przypadku pojedynczym tweetem nie docieram nawet do marnego tysiączka? Ale to nie wszystko. Z tych 12 procent zwykle nie więcej jak 4 reaguje na tweety! Jak wspomina w artykule Przemek – czasami jest lepiej, ale reakcje nie przekraczają 20 procent.

Narzekamy na malejące zasięgi na FB, a tu się okazuje, że w porównaniu z Twitterem Facebook rządzi. Analiza Przemka pokrywa się w dużym stopniu z moimi wynikami. Więcej wejść mam z linków na paru popularnych blogach niż z Twittera. Powtarzam zatem: Twitter to przystawka. Wypada go mieć, ale wielkich korzyści z tego nie ma.

Twitter według mnie

Postaram się po kolei odnieść do argumentów Tomka, żeby zachować jakiś sens – po pierwsze: tak, Twitter w Polsce nadal jest niszowym serwisem, choć gdybyśmy spojrzeli szerzej, nie tylko na dziennikarzy, sportowców i polityków, zobaczylibyśmy ogromną społeczność bardzo młodych użytkowników (Directionerki, Belieberki, Kwiatonatorzy i inne -erki), którzy owszem, dla blogera mogą nie mieć żadnego znaczenia, ale pomijać ich w ocenie wielkości i zasięgu całego serwisu nie powinniśmy. Szczególnie, że to oni (a raczej one) rządzą polskimi trendami (codziennie zmieniające się zestawienie popularnych fraz używanych na Twitterze w podziale na regiony) – to pokazuje ich siłę. To jest największa grupa użytkowników Twittera.

Twitter jako newsletter to jeden ze sposobów, w jaki można go wykorzystać i jakieś 3 lata temu powiedziałbym, że to prawdopodobnie jedyny sposób, bo wtedy jeszcze nikogo (przejaskrawiam ;)) ciekawego na Twitterze nie było.

Pisząc o „tagowaniu” z pewnością masz na myśli „oznaczanie” osób z wykorzystaniem ich nazwy użytkownika poprzedzonej małpką (@) – używanie poprawnej i jednoznacznej nomenklatury jest dość istotne w przypadku opisywania narzędzi internetowych, bo łatwo wprowadzić kogoś w błąd, czasem nawet nieświadomie (no i oczywiście „twitty” to także niepoprawna forma – prawidłowo jest „tweetów” – obiecuję, że to ostatni przytyk językowy. Nie jestem w tym ekspertem, ale nomenklaturę znam! :) ).

Teraz przechodzimy do argumentu stricte cyferkowego. I właśnie w tym jednym zdaniu ująłem cały sens wszystkiego, co dzieje się w dalszych akapitach cytatu – Tomek analizuje Twittera pod kątem cyferek. Sprowadza ludzi do roli pary oczu i paluszków, których zadaniem jest klikać w Twoje linki i czytać najlepiej wszystko, co masz im do przekazania. Ja rozumiem, że bloger powinien angażować się w narzędzia, które potencjalnie dają najlepsze wyniki w jak najkrótszym czasie, bo ostatecznie to na cyferki będą patrzeć reklamodawcy. Rozumiem to i zdaję sobie sprawę, że po to jest ta książka.

O traktowaniu ludzi jako para oczu mówi Charlie McDonnell w swoim intro na kanale YT:

 

Ale Twitter nie jest przystawką, Tomku. Twitter jest miejscem, gdzie możesz zbudować bardzo silną relację ze swoim czytelnikiem. Zaangażować się, porozmawiać o pierdołach i poważnych sprawach (ograniczenie liczby znaków, o którym nie wspomniałeś, nie jest tutaj przeszkodą do pewnego momentu), pośmiać się z sucharów, pokłócić, po czym szybko zbanować kogoś, kto Cię męczy i pokazać się z ludzkiej strony. Twitter to miejsce, gdzie możesz zbudować siebie obok bloga. Z założeniem „idziemy po milion” nie uda się wyciągnąć z Twittera tego, co naprawdę w nim ważne. A ważni są ludzie.

Twitter to medium dwustronne. Bardziej niż Facebook, który stał się już dawno tubą nadawczą (newsletterem z opcją wycinania listów algorytmicznie uznanych za słabe) – na Facebooku owszem, znajdziemy dyskusje i możemy nawiązać jakąś tam relację z czytelnikami, ale jest ona zawsze zaburzona, bo Ty piszesz jako fanpage strony, a nie jako Ty. Na Twitterze wszyscy są równi. Ty, ja, ona i on. Wszyscy startujemy z tego samego poziomu i to jest w nim fajne. Każdy może Cię zaczepić, każdy może powiedzieć Ci, co o Tobie myśli (może szybko łyknąć dzięki temu bana, ale to inna historia), z każdym można pogadać, o ile jest do tej rozmowy chętny.

Przejrzałem na szybko Twój timeline – linkujesz na nim automatycznie do postów zamieszczonych na Facebooku – to podstawowy błąd i ewidentny przykład niezrozumienia społeczności. Widziałem, że zdarzy Ci się raz na jakiś czas włączyć się w jakąś dyskusję, ale tylko z topowymi blogerami. W ogóle mnie to nie dziwi po tym, co przeczytałem w książce, ale wpadasz w ten sposób w pętlę „nie opłaca się, nie będę korzystał, mam małe zasięgi, nie opłaca się itd.”.

Nie chodzi mi tutaj o nakłonienie Ciebie do korzystania z Twittera, ale wydaje mi się, że blogerzy, którzy zaczynają swoją przygodę z blogowaniem i social media, powinni zdawać sobie sprawę, że przy odpowiednim poziomie zaangażowania mogą zbudować sobie swój przyczółek na Twitterze, jednocześnie poznając fantastycznych ludzi i nawiązując z nimi bardzo silne i prawdziwe relacje. Czasem mocniejsze niż w komentarzach na swoim świeżutkim blogu.

Dla mnie Twitter to ludzie, dyskusje i emocje. To moje podstawowe miejsce w sieci i chcę, żebyś Ty i początkujący blogerzy wiedzieli, że tak się też da zbudować super zaangażowaną społeczność. Czy jest łatwiej niż na Facebooku i Instagramie? Pewnie nie, bo wymaga to dużego zaangażowania i chęci z naszej strony. Czy jest to opłacalne? Pewnie z Twojej perspektywy nie, ale dla mnie godni zaufania ludzie to największy kapitał, jaki można sobie zbudować w sieci.

Nieskromnie powiem, że mi się to udało.

Wpadnij, Tomku, potweetujemy.

P.S. Jeżeli Twitter ma być tylko źródłem ruchu na Twój blog, to masz rację, Jason – nie ma sensu się w niego pakować.

  • spoczywam w pokoju

    Dobry tekst, myślę, że i Ty, i Kominek macie sporo racji. Zależy od punktu widzenia. Też kiedyś byłem bardzo krytyczny względem twittera (w sumie nadal jestem – w sensie, że jego siła jest niewielka), ale akurat skuteczności mu nie mogę odmówić. Mówię to ze specyficznej perspektywy osoby, która w mediach społecznościowych występuje raczej jako usługa niż medium (a w zasadzie jako konwersja medium na usługę). Na FB mam 6 tysięcy czytelników, na TT 1 tysiąc obserwujących, ale to przez TT zgłaszają się do mnie klienci i to tutaj dopinam 90% deali, poznaję ludzi, z którymi potem współpracuję, itd.

  • Jakub

    Tyle lat minęło, a Kominkowi nic się styl pisarski nie rozwinął – pisze praktycznie cały czas identycznie i cały czas trąca te same struny. Czytanie tego męczyło w 2009, męczy i teraz.

    Co do Przemka P. – jego problemem jest to, że na Twitterze pełni funkcję RSS swojego blogoida, raz na jakiś wychodzi z roli autobota, głównie po to by włączyć się w jakąś pyskówkę, zakląć, lub dać komuś bana (i tu pytanie, czy taki ban to jest od Przemka, czy też od całego serwisu?) – takie schizofreniczne podejście klikalności nie przynosi. Jeśli rzeczywiście zasięg wynosi 12% to jest to *aż* 12% to dziw bierze, że ludzie klikają w linki wrzucane tak z automatu (można też z tego wyciągnąć wniosek, że tylko 12% treści nadaje się do czytania).

  • Poruszyłeś sprawę, o której myślę, gdy czytam pierwszą książkę Kominka. Niestety on patrzy na wszystko z perspektywy ‚tego, co już wiele osiągnął” – nie potrzebuje budować zasięgów, nie musi latać za każdym czytelnikiem i nie musi zabiegać o networking w taki sposób. To ludzie chcą poznać T. Tomczyka albo już go znają i pewnie utrzymują ze sobą kontakt via FB czy jakiś inny komunikator.

    Książki Kominka są całkowicie oderwane od rzeczywistości, jeśli chodzi o treści poświęcone mediom społecznościowym, w kontekście blogerów, którzy dopiero zaczynają. Jestem przy końcu książki – może jeszcze trafię na jakieś rady – ale nie zauważyłem nigdzie informacji, jak ZBUDOWAĆ społeczność i jak promować swoje treści. Dlaczego? Bo to autora po prostu nie interesuje. A to właśnie start jest najtrudniejszy i te pierwsze zasiegi, które trzeba jakoś zrobić.

    Twitter tutaj niestety roboty nie robi, przynajmniej przy moich treściach – relacje damsko-męskie oraz sytuacja człowieka w obecnym społeczeństwie. Na TT można wejść wtedy, kiedy się jest sławnym albo tworzy treści dotyczące nowych zjawisk (czy to technologia, czy SM, czy też aktualne wydarzenia na świecie). W innym przypadku spokojnie można pominąć ten kanał komunikacji.

    Ja tu jednak siedzę, chociaż przewaga FB jest przytłaczająca w liczbach. Networking. To jest niezastąpione narzędzie do poznawania innych blogerów, do wymiany opinii, do zdobywania znajomości – zarówno w tym stricte profesjonalnym, jak i towarzyskim znaczeniu. I właśnie od ludzi stąd mam główny feedback, co robię dobrze, a co źle jako bloger. To dzięki Twitterowi mogę, jako twórca anonimowy (jeszcze) wejść w bliższe relacje z niektórymi osobami na zasadzie chatu i zadecydować, czy chcę się odkryć, czy też nie.

    Wiem, że do momentu, gdy nie będę pojawiał się na tweetupach (a nie będę, mam wszędzie za daleko) albo nie odkryję tożsamości, nie zdobędę tutaj nie wiadomo jakiego poklasku, bo TT nie lubi anonimu. Ale to właśnie tutaj mogę zaczepić takiego Michała Szafrańskiego i liczyć na odpowiedź. To jest siła tego medium, nie zasięgi – przynajmniej nie dla moich treści.

    Spójrz, że Segritta też zupełnie nie umie w twittera. Wpadła niedawno znowu, wrzuciła parę postów i zniknęła. Tak samo Fashionelka i zaryzykuję stwierdzenie, że jeszcze paru innych „dużych” też olewa tę społeczność. Są takie osoby, jak K. Kruczkowski, S. Szafrański czy P. Opydo, którzy tu siedzą, ale najwidoczniej oni doceniają to miejsce jako sposób na komunikację (także z markami). Stawiam dukaty przeciwko orzeszkom, że gdyby zniknęli, zasięgi by im jakoś stasznie nie poleciały.

    Swoją opinię oparłem na tej wznowionej książce, nie pamiętam już co było w Blog: pisz, kreuj, zarabiaj. I żeby była jasność, uważam to za świetną lekturę – po prostu trzeba wiedzieć, co dla siebie wybrać i kiedy zacząć to stosować.

  • Łukasz Rosa

    „Ja sam wprawdzie zaglądam tam codziennie, aby sprawdzić, co za łoś mnie znowu otagował, ale w dyskusje raczej nie wchodzę. Zauważyłem, że niszowi blogerzy, niespełnieni dziennikarze i cała reszta pospólstwa bardzo lubią używać tagów, kiedy Cię krytykują. Jakby myśleli, że interesuje mnie, co mówią. Jakby marzyli, że uraczę ich swoją obecnością.”

    Ja jebie, jaki kozak z tego dżejsona… Szkoda gadać…

  • Aktualnie największą siłą są grupy na facebooku.

  • Srsly. Czy nikt nie widzi tego schematu, który z powodzeniem stosuje też np. Opydo?

    >wejdź w jakiś temat
    >zdefiniuj najbardziej popularne podejście
    >zbierz kontrargumenty
    >stań po przeciwnej stronie
    >koś ruch na bólu dupy

    Doceniam, że niektórzy potrafią to z powodzeniem realizować przez kilka ładnych lat i jeszcze zarabiać na tym kasę. Ale mnie osobiście to brzydzi, jest to nieetyczne, cwane i chamskie.

    Dlatego Kominek raczej nie będzie miał prawdziwych fanów na naszym Twitterze. Bo, tak jak piszesz Wojtku, tam żyją ludzie, osobowości. A jeżeli już występuje zjawisko tłumnego podążania za jakąś postacią, to zawsze niesie ona za sobą jakąś jakość i szczerość. A bloger z książki Kominka to nie człowiek, tylko instytucja ukierunkowana na zarabianie.

  • MP

    Bardzo trafny tekst. 2 lata temu pisałem pracę licencjacką o Twitterze (głównie o politykach) i miałem bardzo podobne wnioski. Politycy (a w niektórych przypadkach osoby, które prowadzą ich profile) starają się komunikować na Twitterze przekładając schematy, które sprawdziły się w innych mediach społecznościowych (m.in Facebook). W rezultacie wychodzi to tak, że osoby prowadzące najpopularniejsze kanały nie tworzą żadnych relacji, a co za tym idzie ich profile szybko stają się bezwartościowe.

  • Jaki to piękny tekst, serio. Nie żebym czytała całą zgraję padawanów dżejsona i jego. Pomijam zwykle ich działania milczeniem, lubię się opłacać.

  • Wiele osób powie „działa? Działa. Nie ma znaczenia etyczne czy nie. Taki świat…”
    Fuj, rzygać się chce. Piękny świat sobie budujemy, nie tylko ten internetowy czy marketingowy.

  • Czasnakomiks

    Osobiście jestem ciekaw czy wielce Szanowny Pan Jason ogarnia taki twór jak sotrender i czy widział statystyki procentowe jaka część fanów widzi jego posty na FB ;)

  • Ja też jestem mocno rozczarowany rebrandingiem Jazona Polowanie, bo apetyt miałem dużo, dużo większy. Szczególnie iż Tomka Tomczyka znam całkiem nieźle osobiście i ciągle uważam, że to profesjonalny i niegłupi gość. Tylko chyba trochę nie nadąża za rozwojem SM – to mnie akurat nie dziwi, to nie jest to doświadczony ex-korpoludek z marketingowym wykształceniem/wiedzą i doświadczeniem.
    Twitter to świetny kanał komuniakcji i to globalnej ale bardzo precyzyjnej.
    Bo niestety z naturszczyka nie zrobi się stratega takich kampanii
    http://www.slideshare.net/mirpo/konkurs-idealna-randka-kominek
    ,choć ja zawsze zapraszam blogera do współpracy i słucham uważnie tego, co mam do powiedzenia.

  • Nie zgodzę się tylko z jednym – że na Twitterze nie można zbudować społeczności. Moja aktywność w sieci zaczęła się w zasadzie właśnie od Twittera i dopiero po tym, jak zaczęła mnie obserwować spora grupa osób, z których wielu zachęcało mnie do blogowania, wzięłam się i za to. Dzięki temu była przy mnie już społeczność, która mnie znała, czekała na moje wpisy i liczyła więcej osób niż znajomi na FB, z których wielu nie jest zainteresowana tym, co piszę, tylko raczej tym, czy urodziło mi się dziecko albo co jadłam na śniadanie.
    Twitter to doskonałe medium do tego, by poznać tego, kogo się chce poznać. Nie ma lepszego moim zdaniem. Tylko właśnie trzeba chcieć.

  • Kominek był trollem, który lata wcześniej to robił. Opydo to tylko skopiował. Nie zapominajmy przy tym dość mocno nieetycznych akcji jak niesmaczny wkręt z okłamaniem rzekomo chorej na raka kobiety, że ma się dla niej pieniądze na operacje.

  • Podobno Arlena jest moderatorem na Polskę, więc mogłaby go usunąć.

  • Jasne, że można zbudować społeczność. Nawet ja Cię śledzę ;) Ale napisałem, musi być spełnione parę warunków i jednak łatwiej i szybciej buduje się ją na FB. Przynajmniej takie są moje doświadczenia. Ale może to wynikać też z grupy docelowej, do której trafiamy

  • Osobiście wolę jednak bliski kontakt i dyskusje na Twitterze niż „łatwiejszych i szybszych” fanów na FB, którzy dla wielu blogerów są tylko liczbą. :)

  • Widać, że sposób wywoływania zaangażowania preferowany przez Kominka vel. Jasona wciąż działa. On przecież celowo skrytykował Twittera tylko po to, żeby fani Twittera zaczęli bronić ten serwis jednocześnie informując o nowej książce Kominka. Jak widać na podstawie powyższego tekstu – to wciąż działa.

  • Ja nie mówię o jakości relacji z czytelnikami, bo się zgodzę całkowicie – dużo bliższy i przyjemniejszy kontakt na TT jest niż na FB, gdzie dialog na privie prowadzę tylko z niektórymi osobami i to rzadko. Mówię o zasiegu, czyli o czymś na czym zależy blogerom, którzy sięgają po książkę Kominka. Więc w sumie… no zgadzamy się.

  • a inna sprawa, że młodzi ludzie, którzy zaczynają blogowanie od podręczników Kominka-Tomczyka-Jasona wpuszczani są w głębokie maliny, co niestety ma negatywny wpływ na wizerunek całej blogosfery. te podręczniki powinny być zakazane :P #porananowyprogramnauczania :)

  • Moderatorem tłumaczenia Twittera, a nie Twittera jako takiego! :)

  • Dzięki Kuba za komentarz – trafne spostrzeżenia. :)

  • Siłą do czego? :)

  • Wow – ja bym bardzo chętnie się z nią zapoznał! :) Masz gdzieś cyfrową kopię?

  • Wszyscy się zgadzamy – zasięg znajdziemy na FB, bliską relację na TT. Wszystko zależy od tego, na czym nam najbardziej zależy – ba, można nawet skorzystać ze wszystkich narzędzi i dziabnąć oba kawałki torciku. :)

  • Chciałbym tylko rozwiać wątpliwości – starałem się bardzo precyzyjnie odnieść do konkretnego fragmentu książki Tomka, ale niektórzy ekstrapolują to na całą jego działalność, z czym ja się nie zgadzam. :)

  • Hmm o tym wkręcie nie słyszałam. Kto taki „dowcipny”?

  • Ciekawe podejście do tematu, ale nie sądzę, żeby wśród czytających mój tekst byli tacy, którzy o Tomku czy jego książkach nie słyszeli wcześniej. ;)

  • Jest wielu zwolenników takiej retoryki i szacun za wykorzystanie tego do zbudowania społeczności. Ja zdaję sobie sprawę, że Tomek jest wykreowaną postacią i pisze w taki a nie inny sposób, bo jego odbiorcy tego oczekują. Boję się tylko, że będąc na początku swojej drogi, będą bezkrytycznie podchodzić do tego co pisze, w tym przypadku, o Twitterze. Dlatego napisałem co o tym sądzę. :)

  • MP

    Istnieje dużo prawdopodobieństwo (graniczące z pewnością), że tak :P Z góry ostrzegam, że robiona była w bardzo siermiężny sposób – zescrollowałem posty 3 polityków z okresu (chyba) 2 miesięcy, skopiowałem je do Evernote, a następnie zebrałem dane z każdego postu :P

    Anyway, wtedy miałem trochę mniejszą wiedzę nt. Twittera (nadal nie jestem specjalistą), więc może być tam trochę kwiatków, ale może znajdziesz tam coś ciekawego :) Podeślę Ci plik na maila wieczorem.

  • Super! Dzięki! :)

  • Każdy opisuje to czy według niego narzędzie mu pasuje. To tak jak z łopatą – jeden umie obsłużyć a drugi nie, jednemu się przyda a drugiemu nie.
    Jasonowi się nie przydaje – i obojętnie czy umie użyć tego kanału czy po prostu nie ma czasu na siedzenie i rozmawianie. „P.S.” jest tu na prawdę kluczowy.

  • Łukasz Rosa

    Mi bardziej chodzi o tę jego nonszalancję. Za kogo się ten facet uważa? Ani to przystojne, ani elokwentne. Dodatkowo traktuje swoich odbiorców, na których klikach zarabia, jak totalnych popaprańców. Dlaczego mielibyśmy tolerować takie aspołeczne zachowanie ze strony tego ‚internetowego celebryty’? Miejmy cywilną odwagę odpowiedzieć mu, co o tym myślimy. Pokażmy wręcz środkowy palec. Przyklaskując takim
    tekstom, kupując jego pseudo-książki, karmimy jednocześnie trolla.
    I nie, Wojtku, tu nie chodzi jedynie o Twittera i jego dobry wizerunek na polskim rynku. Tu chodzi o ‚kolesia’, który wskazuje lemmingom jakiś tam kierunek. Kształtuje kolejnych, równych sobie, podobnych ignorantów. Pozdrawiam, przyjacielu. (:

  • Ale właśnie chodzi chyba o to, że to jest „wizerunek sceniczny”. On nie „się uważa”, tylko medialnie tak „się kreuje”. Przy czym zaznaczę że głowy nie dam, bo prywatnie go nie znam.

  • Mają największe dotarcie z postami do zapisanych do grupy.

  • Jak wyjdziesz na ulicę bez majtek raczej też zadziała.

  • Podpinam się do pytania.

  • W tym sensie – jak najbardziej! :)

  • Wszyscy się czepiają, wszyscy piszą jaki Kominek jest ,,be” i fe” [a sru! Nie Kominek – Dżejson] a on się śmieje, bo wejść coraz więcej, staty latają w górę, a on zaciera rączki na kolejną współpracę.

    O proszę państwa – tak się robi ruch. :)
    Przy okazji niegłupia reklama jego nowej książki.

    O.

  • Już gdzieś w komentarzach wspomniałem, że wątpię, żeby ktokolwiek kto to czyta nie wiedział o istnieniu Tomka, czy jego książki. ;) Moim celem było trafić do tych, którzy ją przeczytali i zaprezentować mój punkt widzenia dotyczący tego fragmentu.

    Niech i mu słupki rosną i kasa trafia do kieszeni, skoro są ludzie chętni mu ją dać i chętni być odbiorcami efektów dowolnej współpracy.

    Ale fragment o Twitterze mógłby napisać ktoś kto chociaż wie jak powinno się z niego korzystać i wie jaka drzemie w nim siła. :)

  • Jaki schemat, olaboga. Co to za oskarżenia? To jest poruszanie ważnych i popularnych tematów, pisane z potrzeby serca, wyrażanie własnej (a nie przemyślanej pod publikę) opinii ;-) ;-) :D :D

  • Michał

    Mnie w kontekście TT interesuje to, w jaki sposób zwykły użytkownik może tam nawiązać sieć znajomości. Bo jak zaglądam nieraz na TT, mam wrażenie że istnieją tam małe getta, osób wzajemnie się adorujacych przy każdym tweecie. Ktoś nowy, nawet jak chce nawiązać do jakiejś dyskusji, to raczej nie próbuje tego robić gdy widzi „zamknięte grono”, to tyle z moich spostrzeżeń, czy słusznych, nie wiem.
    Ps. Trafiłem na ten blog z Twittera ;)
    Pozdrawiam.

  • Polska to jedno, ale jeśli chcemy bardziej „umiędzynarodowić” to, co tworzymy, to Twitter jest obowiązkowym narzędziem, na które trzeba zwrócić uwagę. W Polsce jednak chyba nadal nieporównywalnie większą przewagę ma Facebook.

  • Aj, 7 miesięcy później, tak to jest jak się nie umie disqusa. No trudno. Przekopałem google, żeby odszukać to w całości, ale znalazłem tylko takie szczątki: http://pytamy.pl/kat,20,title,kominek-i-jego-prowokacja,pytanie.html